nauka chodzenia jest niebywale trudna, a można sobie to uświadomić widząc swojego malca jak próbuje stawiać pierwsze samodzielne kroki. Zuzu już od jakiegoś czasu pewnie utrzymuje się na nogach za to pierwsze kroki stawia od niedawna. Jest MEGA ostrożna (nie to co szalona Ewcia), ale trzy samodzielne kroki ma już za sobą :)
jak ten czas szybko płynie... :D
wtorek, 27 stycznia 2009
środa, 21 stycznia 2009
.
jak mawiają jedni - przypadkiem - i jak inni - nie całkiem przypadkiem - moja Zu dostała ospy wietrznej. nie będę się już zagłębiać w szczegóły. przeżyłam koszmar, który (mam nadzieję) dobiega końca. drżę jedynie oby nikt z nas nie dostał teraz grypy tudzież żadnej innej choroby.
piątek, 9 stycznia 2009
moja koleżanka Frida
my nadal "taplamy" się w smarkach a z naszego domu w dalszym ciągu słychać odgłosy gruźliczego kaszlu i co tam jeszcze dusza zapragnie. jednym słowem bez zmian.
tfu tfu zmiany są...do rzeszy osób zasmarkanych dołączył tata i znowu Ewa.
słów mi brak.
tfu tfu zmiany są...do rzeszy osób zasmarkanych dołączył tata i znowu Ewa.
słów mi brak.
środa, 7 stycznia 2009
chorób ciąg dalszy
...Zu chora. początki zapalenia oskrzeli i antybiotyk. Żyć nie umierać. człowiek chucha dmucha a tu nic. trzy razy byłam u lekarza i wszystko niby było 'ku lepszemu", wiec skąd to zapalenie się pytam?!
dopiero prywatna domowa wizyta wykazała, że jednak nie jest ok, kiedy ja już to widziałam trzy dni temu. a i dodam, że moje dziecko jeszcze nigdy nie było tak dobrze przebadane i nawet wywiad ze mną przeprowadzony w celu zapoznania się z ogólnym stanem zastanym. czyżby pozostawały jedynie prywatne wizyty domowe?!
dopiero prywatna domowa wizyta wykazała, że jednak nie jest ok, kiedy ja już to widziałam trzy dni temu. a i dodam, że moje dziecko jeszcze nigdy nie było tak dobrze przebadane i nawet wywiad ze mną przeprowadzony w celu zapoznania się z ogólnym stanem zastanym. czyżby pozostawały jedynie prywatne wizyty domowe?!
wtorek, 6 stycznia 2009
białe szaleństwo
poniedziałek, 5 stycznia 2009
koniu
urodziny Ewika udały się.
jednym słowem dzieć zadowolony i rodzice również :)
dostała w końcu swojego wymarzonego konia. nazywa go Samsonem (ku zaskoczeniu gości) a siebie księciem Filipem (to wpływ "Śpiącej Królewny", której jest nałogowym oglądaczem). :)
z nowości...
zaczynamy wychodzić z domu po tygodniowym przymusowym zabunkrowaniu się.
za oknem śnieg a mnie nieco przeraża ubieranie moich kochanych córeczek.
złapanie i przekonanie Ewy, że musi ubrać kurtkę by wyjść na dwór i "wbicie" Zuli w kombinezon, który jakoś się jej nie podoba. te zapasy i biegi powodują, że jestem całkowicie spocona i tak zmęczona, że spacer już mi niepotrzebny. oby do wiosny.
jednym słowem dzieć zadowolony i rodzice również :)
dostała w końcu swojego wymarzonego konia. nazywa go Samsonem (ku zaskoczeniu gości) a siebie księciem Filipem (to wpływ "Śpiącej Królewny", której jest nałogowym oglądaczem). :)
z nowości...
zaczynamy wychodzić z domu po tygodniowym przymusowym zabunkrowaniu się.
za oknem śnieg a mnie nieco przeraża ubieranie moich kochanych córeczek.
złapanie i przekonanie Ewy, że musi ubrać kurtkę by wyjść na dwór i "wbicie" Zuli w kombinezon, który jakoś się jej nie podoba. te zapasy i biegi powodują, że jestem całkowicie spocona i tak zmęczona, że spacer już mi niepotrzebny. oby do wiosny.
sobota, 3 stycznia 2009
piątek, 2 stycznia 2009
zaległości bożonarodzeniowe i nie tylko ...
długo nas nie było, ale nastąpił ogólny brak czasu.
nadrabiam.
święta jak co roku w rozjazdach. to tu to tam, ale dziewczynki były dzielne.
w wielkich oczach migały światełka choinki, zero stłuczonych bombek (wszystkie plastikowe).
odkąd jest z nami Zuzu czuję się jakoś "pełniej" (bynajmniej nie w kontekście wagowym, jedzeniowym etc.). naprawdę super jest mieć taką dwójeczkę córeczek (choć zdarza mi się użalać nad ciężkim losem matki dwójki, kto ma ten wie).
teraz.
teraz chorujemy od po świąt. dużo kataru i ogólnie złe samopoczucie i to u WSZYSTKICH.
choć teraz to może zła rama czasowa, bo właśnie (tak mi się wydaje) nasza choroba dobiega końca ( ileż można?). generalnie sylwester w łóżkach, ale dobry humor był, więc nie dramatyzujmy.
----
seria fot.
nadrabiam.
święta jak co roku w rozjazdach. to tu to tam, ale dziewczynki były dzielne.
w wielkich oczach migały światełka choinki, zero stłuczonych bombek (wszystkie plastikowe).
odkąd jest z nami Zuzu czuję się jakoś "pełniej" (bynajmniej nie w kontekście wagowym, jedzeniowym etc.). naprawdę super jest mieć taką dwójeczkę córeczek (choć zdarza mi się użalać nad ciężkim losem matki dwójki, kto ma ten wie).
teraz.
teraz chorujemy od po świąt. dużo kataru i ogólnie złe samopoczucie i to u WSZYSTKICH.
choć teraz to może zła rama czasowa, bo właśnie (tak mi się wydaje) nasza choroba dobiega końca ( ileż można?). generalnie sylwester w łóżkach, ale dobry humor był, więc nie dramatyzujmy.
----
seria fot.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















